środa, 8 lipca 2009

Burza!


Nie ma dnia bez burzy i deszczu... Ale stanie na balkonie opłacało się, aby uchwycić moment...

poniedziałek, 6 lipca 2009

Miętonówka na ochłodę.




Wczoraj wyjeżdzałam od rodziców w słońcu mając nadzieję, że wieczorem pójdę na spacer na Starówkę. Niestety - tropikalne lato dało o sobie znać. W Warszawie znowu burza. Na szczęście udało mi się przemknąć do domku suchą nogą. Od rodziców z ogródka przywiozłam miętę pieprzową - intenstywną i ostrą - taki to sobie angielski, ponoć, mieszaniec międzygatunkowy mięty nadwodnej (M. aquatica) i zielonej (M. spicata).
Pomyślałam sobie wtedy o idealnym i bardzo popularnym z resztą połączeniu z jabłkiem.
W ten oto sposób powstał smoothie Miętonówka.

Miętonówka

2 duże jabłka antonówki
6-8 listków mięty
1 szkl. soku ananasowego
4 kostki lodu

Dla tych bardziej cierpliwych: warto lekko zmrozić - będzie pyszne, dla tych mniej dorzucić kostek lodu lub wypróbować mój nowy sposób - zrobić sobie zapasy pokrojonych i podzielonych na porcje jabłek w zamrażarce.

Miętonówka pysznie ugasiła pragnienie i zaspokoiła lekki głodek. Oczywiście nie obyło się bez zdjęć, których o mały włos by nie było, bo pożyczyłam koleżance aparat. Na szczęście przypomniało mi się, że mam jakiś mały stary i to nim tym razem zrobiłam zdjęcia. Widać różnicę... ale stwierdziłam, że in plus i to nim będę robić teraz zdjęcia :) W czasie robienia fotek wyszło słońce, które i tak chyliło się ku zachodowi.

PS smoothie niezmrożony (z dodanymi tylko kostkami lodu) rozwarstwia się na sok i masę jabłkowo-miętową. Pomyślałam sobie, że warto kiedyś by było spróbować odcedzić Miętonówkę i świeży miętowo-ananasowo-miętowy sok dodać do jakiegoś drinka? Może z żubrówką, ginem lub martini? Warto by kiedyś przetestować :)

niedziela, 5 lipca 2009

Poranna z pianką


Dziś wstałam o 5 rano, aby zobaczyć co w lesie piszczy... Taki upał w ciągu dnia, że aż miło wejść do mokrego, chłodnego lasu. Szkoda, że nie wzięłam aparatu - słońce pięknie przebijało się przez drzewa. Grzybków jeszcze nie ma - przynajmniej nie za wiele. Te, które są zostały dla robali, a niech się najedzą! - później może nie będą tyle żarły i zrobi się pyszne zapasiki na zimę :)
Póki co marzę o kawce... Tak z rana polecam kawę zmiksowaną w blenderze z mlekiem i esencją waniliową (zamiast cukru), a na wierzchu parę migdałów do schrupania.
To do następnego "blenderowania"!

piątek, 3 lipca 2009

Truskawkowe Pole... Forever!




Dzień bez smoothiesa, to dzień stracony! ...powiedzmy... Wczoraj nie zrobiłam żadnego koktajlu, ale za to zrobiłam racuszki cynamonowe (przepis i zdjęcia innym razem) i... lody czekoladowe. Wiem...kuszę :) Powiem więcej: Wyszły bardzo dobre!mimo, że jadłam je nie do końca jeszcze zmrożone. Przepis podam jak zrobię fajne zdjęcia-wczoraj nie miałam na to czasu.

Dziś Truskawkowe Pole Forever... bo za niczym mi się tak nie tęskni jak za truskawkami. Aż strach pomyśleć, że się niebawem skończą... :[ To chyba razem z malinami mój ulubiony owoc. Słodki, soczysty i rozpływający się w ustach. Po zimie i naszej paskudnej wiośnie, a raczej przedwiośniu, które od razu przechodzi w lato, wyczekuję pierwszych truskawek. Nie takich sztucznych, tylko prawdziwych, dojrzewających na polu. Po objedzeniu się samymi owocami zaczynam zwykle kombinacje typu: truskawko-ciastko, truskawko-ciasto, truskawko-koktajl. Tak było i tym razem.
Truskawkowe Pole jest radosne i słodkie niczym mały Pete, Ivan i John bawiący się w Woolton. Jest Armią Zbawienia dla mojego podniebienia. Niech Truskawkowe Pole żyje Forever! (0,5 kg zmrożonych truskawek, 1 szklanka soku ananasowego).

"Let me take you down,
cause Im going to Strawberry fields
Nothing is real And nothing to get hung about
Strawberry fields forever"







czwartek, 2 lipca 2009

Bananazzz...








Dnia, w którym założyłam bloga wróciłam radosnym krokiem do domu obmyślając po drodze nowy koktajl. Byłam strasznie głodna, zatem wybór padł na wersję bananową. Trochę było rozpustnie... wyjęłam wcześniej zamrożone banany, i... nie, nie wcale nie jogurt, ani maślankę... tylko śmietankę kremówkę :) upsi...
Zatem dwa banany, pół szklanki słodkiej śmietanki i mleko (tak na oko duży kubek) oraz garstka płatków migdałowych wylądowały w blenderze. W czasie miksowania powstał pomysł na tło. Później trochę zdjęć i można zasiadać do picia mojego BANANAZZZ. Wyszły takie 4 filiżanki jak na zdjęciu... może trochę więcej. Słońce niestety już było za nisko, aby uchwycić BANANAZZZ w rozlewających się promieniach...ale cóż... trzeba było wrócić wcześniej z pracy.


PS chciałabym tyle tu wrzucić... wnętrza, które mnie ispirują, moją ceramikę... ale to może poźniej.
Narazie wariacje koktajlowe.Oczywiście przy okazji chciałam się nieco wytłumaczyć... Przepisy są moimi wymysłami, więc ostrzegam :) nie każdemu mogą smakować, a krytyki nie przyjmuję ;p Zdjęcia w wersji kuchennej nie są dla mnie zadawalające. Marzy mi się porządne światło, miejsce, no i aparat, abym pogła pofantazjować... Póki co musi być jak jest, czyli blat w kuchni, boczne światło z okna i mój Lumix TZ5, którego z resztą bardzo cenię jak na taką małpę.

środa, 1 lipca 2009

Na dobry początek...



Mimo że pisanie przychodzi mi z trudem postanowiłam założyć swojego bloga. Ma być ceramicznie, smakowicie i po mojemu :)


Zatem na dobry początek wczorajsza fantazja przed burzą: ARBUZOWE LOVE LOVE. Składniki: arbuz, kilka ziarenek kardamonu dla nadania świeżości. Z braku mięty posłużyłam się odświeżającą przyprawą. Zdjęcia w wersji kuchennej :]