piątek, 4 grudnia 2009

szkliwo:ja - 2:0





Znowu przegrałam ze szkliwem i to dwukrotnie - po poprawce nic lepszego wcale nie wyszło. Szkliwiłam i wypalałam ponownie, a tu proszę...

Motyw na paterze, czy talerzu, jak kto woli jest juz znany ponieważ pojawia się na świątecznym reniferze - dla przypomnienia motyw zakupiony w pasmanterii został odciśnięty w glinie i pomalowany innym kolorem szkliwa dla wydobycia wzoru.

Nie mogłam się doczekać wypału szkliwa, bo miałam nadzieję, że wyjdzie pięknie, bo talerz na surowo wyszedł bardzo ładnie. Biały z odciśniętym reliefem.

Szkliwiłam żółtym i czerwonym efektem. Niestety w piecu jakaś praca, która stała blisko mojego talerza spowodowała, że na paterze powstała dziwna czarna łuna, jakby okopcenie. Niestety szkliwo żółte efektowe należy do bardzo wrażliwych i reaktywnych, ale mimo wszystko zaryzykowałam, bo pokusiłam się na piękny kolor. Pokusuiłam się na poprawkę. Poszkliwiłam talerz jeszcze raz.

Niestety szkliwo za drugim razem nie pokryło tak dobrze plamy, a na dodatek wyszło bardzo nie równo i w ten sposób plamiasto.

Lipa :((( snif.

Nie będzie prezentu pod choinkę... Kolejna stłuczka do kartonu, a na podstawek pod kwiatek za duże...Wyrzucać mi szkoda z sentymentu... tyle pracy na marne.

czwartek, 3 grudnia 2009

Koncercik






No dobra... kuchnia kuchnią, a glina gliną, a Paradajsi, jak są w wawie, to trzeba ich zobaczyć i posłuchać. Tym bardziej, że pojawiła się ich nowa płyta o wdzięcznym niczym anioł tytule "Faith divides, death unites us". Przedwczoraj byłam na koncercie i przyznaję się, że dla niektórych mogłaby to nie być ani słodka Kici-kawka, ani Czekolada Malibu :] ... bardziej taka większa czarna ;p bo nawet nie mała.

(Oto tytułowy kawałek z najnowszej płyty - prosto z koncertu w warszawskiej Stodole)



Dla mnie to powrót niczym do korzeni, bo pamiętam jak dziś koncert Paradise Lost w 1998 roku, także w Stodole promujący wtedy płytę "One second". Muzycznie, tamten czas dla mnie były niczym mroczne średniowiecze i pomyśleć, że o mały włos nie wyleciałam za moje kasety z katolickiego liceum ;p Eh. to były czasy... Poczułam się starawo, jak dotarło do mnie, że 11 lat temu byłam na pierwszym dla mnie koncercie Paradise Lost... A co dopiero ma powiedzieć sam Nick Holmes, jak w zeszłym roku mineło 20 lat istnienia tego angielskiego zespołu (?)ups...

Jako support zagrał Samael. Nigdy ich nie słuchałam, ale zagrali fajnie. Mężowi się podobało :]


fot. rockmetal.pl

środa, 2 grudnia 2009

koko? koko-banana!






Sama nazwa już mówi wszystko: banan i kokos, to podstawa tego koktajlu. Wczoraj na imieniny dostałam bardzo fotogeniczne pucharki :] Dziś chrzest bojowy. Zapewne będą się przewijać w niejednym smoothie, ale dziś w dwóch niebieskich (bo mam 6 w 3 różnych kolorach :]) smakołyki niczym z błękitnych egzotycznych wysp...






Koko-banana, to zmiksowana:
- 1 szklanka mleka
- 2 łyżki mleczka kokosowego w proszku
- 2 łyżki wiórków kokosowych
- 50 ml likieru Malibu
- 2-3 kopiaste łyżki lodów śmietankowych

Udekorować z fantazją. Wypić/zjeść ze smakiem :]

złote ptaszyny




Nieraz mawiam, że ceramika bez ptasiora, to stracona ceramika - zawsze musi być ulepiony jakiś "dziobak". Nie zawsze się to udaje, ale jakieś choćby najmniejsze miło ulepić. Nie wiem dlaczego... akurat ptaki. Nie będę dorabiać do tego jakiejś ideologii skąd się to wzięło - po prostu przyleciały...




Te małe złote ptaszyny, są przykładem kiedy to przegrywa się ze szkliwem... Są ulepione z czarnej gliny, pokryte czarną angobą, która sprawia, że powierzchnia jest satynowa - wygląda jak glina, ale trochę "szlachetniej", a dzioby... no wlaśnie i tu jest ptak pogrzebany - miały być żółte, ale coś nie wyszło ze szkliwem i skończyło się na tym, że wszystko pokryłam złotem.
I jakoś wyglądają...

PS chyba będzie ciężki dzień :] jestem po koncercie...

wtorek, 1 grudnia 2009

mydelczniczka z akcentem



Czy pisałam już, że w tym tygodniu będzie bardziej ceramicznie (?) Jeśli nie to ogłaszam to teraz :]

Tym razem mydelniczka z akcentem można powiedzieć świątecznym, bo ów motyw pojawił się na serii ozdób i innych podarków przygotowywanych z myślą o Gwiazdce.

Szkliwo żółty efekt i mak - oj, żeby tak wyszło ładnie i na mojej paterze... ale już mogę powiedzieć, że tak się nie stało... ale o tym niebawem.


poniedziałek, 30 listopada 2009

historia świątecznego renifera

Historia nie jest długa. Renifer nie przybył z Finlandii, ale "wyskoczył" z gorącego pieca. Ale od początku...



Najpierw trzeba z gliny rozwałkować cienki placek. Można odcisnąć jakiś motyw, tak jak zrobiłam to ja kupując w pasmanteri jakieś naprasowywanki.



Foremką do ciastek wyciąć kształt.


Renifer musi wyschnąć pod obciążeniem, aby się nie wypaczył - trwa to około tygodnia. Następnie można podszlifować papierem ściernym ostre brzegi, jeśli gdzieś zostały, i wkładamy do pieca.

Wypalamy na tzw. biskwit - pierwszy wypał, temp. około 800-900 stopni.
Tak mi się wydaje. Niestety nie mam fotki... Ale glina z szarej i kruchej robi się biało-kremowa i już nie tak krucha, choć uważać trzeba...

Później delikwenta, jak ostygnie, szkliwimy. Szkliwo wygląda jak rozrobiony z torebki budyń, czerwone czy żółte jest na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia - obydwa są prawie białe. Dopiero po wypale (ok. 1080 stopni) widzimy poprawne kolory. Renifer niedługo zawiśnie na choince lub w oknie.
Idą Święta....



Krok po kroku, krok po kroczku...



Najpiękniejsze w całym roczku...


Idą Święta....

PS jeszcze piękniejsze i w różniastych postaciach ozdoby ceramiczne u mojej koleżanki na: http://argillae.blogspot.com/2009/11/swiatecznie.html

niedziela, 29 listopada 2009

czekolada malibu




... tylko dekoracja nie chciała mi się trzymać na gorącej filiżance :]



Samo "czekolada" i ja już przełykam ślinkę, a jeszcze do tego... no właśnie co potrzeba:
- mleko kokosowe - 250 ml
- 150 g białej czekolady
- 2 łyżki wiórków kokosowych
- 2 łyżki likieru Malibu

Czekoladę rozpuszczamy w mleku, dodajemy pozostałe składniki, ciągle mieszamy, aby trochę całość zgęstniała i ... SMA!CZNE!GO! :]]] jami, jami, jami!
W sam raz na chłodne wieczory.

kaktusowy ogórek







Kaktusowy ogórek to może dziwny twór, ale smaczny. Nie chciałam wyrzucać winogron, więc wycisnęłam z nich sok i przecedziłam przez sitko. Kolor nieciekawy, który zdominował ostateczny kolor "kaktusowego ogórka" :] ale mówi się trudno...

Do blendera wlałam sok z winogron, sok "kaktus" Tymbarku, który tak naprawdę jest sokiem z jabłek, limonki i opuncji figowej z czego tej ostatniej jest najmniej, ale ma i tak fajny smak. Do tego dorzuciłam surowego, obranego oczywiście, ogórka.

Mniam!
Szkoda, że nie miałam świeżej mięty, bo by pasowała doskonale.
Smoothie wyszedł orzeźwiający.

dzikie jabłka





Na sobotnim spacerze w Parku na Skarpie urzekły mnie wśród parkowych drzew dzikie jabłka. Małe, czerwoniutkie, a że pogoda była ładna, to i fotogeniczne :]

sobota, 28 listopada 2009

praskie szort kejki



Ostatnio u nas pogoda jak w Szkocji. Nie ma mrozu, i dobrze, trochę zawieje, czasem wyjdzie słońce - to już rzadziej, a częściej niż zwykle pada.

Ale nie ma tego złego, bo na myśl o Szkocji mam ciepłe uczucia z kilku względów...
Jest taki jeden kulinarny - słodki specjał zwany SHORT CAKE. Ciastkowy spód, kajmakowy środek i czekoladowy wierzch... mega słodycz!

Ja postanowiłam zrobić swoją wersję: spód z maślanych ciastek (pokruszone przesmażamy z łyżką masła i garścią płatków migdałowych), wylewamy na wierzch kajmak (gotujemy przez 3h na małym ogniu mleko słodzone skondensowane w zamkniętej puszcze lub kupujemy gotową masę kajmakową), wierzch dekorujemy pokruszonymi płatkami migdałowymi, tudzież innymi smakołykami, które będą nam odpowiadały np. gorzką czekoladą (?)

Później ze smakiem zajadamy się przed telewizorem, a później idziemy pobiegać.

Ostatni punkt może ulec zmianie :]
Smacznego!

PS gorące pozdrowienia dla Szkocji! w szczególności dla Musselburgha i EDI.